![]() |
|
Z 9,5 miesięcznym niemowlakiem na egzotycznych wakacjach
Przygotowania do wyjazdu nie różniły się mocno od przygotowań przy jakiejkolwiek innej wyprawie, czyl:i znalezienie w miarę tanich przelotów, opracowanie trasy oraz - najważniejsze - wyrobienie nowego paszportu dla dziecka, jako że paszporty dziecięce wydawane są tylko na rok, a zazwyczaj kraje z wizami rządają minimum półrocznej ważności paszportu przy wylocie. Tak więc, nasz niemowlak dostał już drugi paszport w życiu, bo pierwszy, wyrobiony w marcu przed wyprawą na Maltę, już by się na ten wyjazd nie nadał. Linie lotnicze. Miały być jak najtańsze, ale też z korzystnym planem lotów, tak by za długo nie czekać na lotniskach Warto z liniami sprawdzić, na jakich zasadach przewozi się wózek dziecięcy i czy jest on wliczany do bagażu, oraz czy można wziąć fotelik samochodowy na pokład. Jeśli jest możliwość warto również żarezerwować kołyskę dla niemowlaka, ale uwaga, w różnych liniach są różne typy kołysek z różnymi maksymalnymi obciążeniami wagowymi (my mielismy 7kg, czyli akurat tyle ile Lilka ważyła). Przy zakupie biletów trzeba też sprawdzić, czy dla dziecka jest przewidywany tzw baby meal (słoiczki). Posiłki. Tu sprawa sie trochę komplikowała w porównaniu z Maltą, gdzie naszemu dziecku wystarczyła pierś matki. Podróżowanie. Podziwiam rodziców wybierających sie w tak daleki wyjazd bez własnego środka transportu na miejscu. Mam tu na myśli tych, którzy rzeczywiście się przemieszczają, a nie zwiedzają "stacjonarnie" .My, z czystej wygody, zdecydowalismy sie na wypożyczenie auta na cały wyjazd (dlatego też braliśmy z Polski fotelik samochodowy, za który w wypożyczalniach często każą sobie słono płacić). Mama całą podróż jeździła z Lilką z tyłu. Auto było klimatyzowane, wiec spędzaliśmy tam często najgorętszą porę dnia, jednak robiliśmy też wiele przerw, więc sama jazda nie była dla dziecka bardzo uciążliwa. Lilka miała dni lepsze i gorsze. Raz jechało się z nią bez problemów, a innym razem krzyczała jak tylko próbowalismy wsadzić ją do fotelika. Z powodu gorącego klimatu spała w ciągu dnia o wiele więcej niż w Polsce, dając mamie szansę na poczytanie czegoś w trakcie jazdy. Ubranka i pieluchy. Wzięliśmy z Polski dużą paczkę Pampersów, zupełnie niepotrzebnie, bo na miejscu były do dostania w każdym supermarkecie, i to nawet w mniejszych opakowaniach niż u nas. Na szczęscie ubranka zajmowały mało miejsca, bo wzięliśmy prawie same wersje letnie. Aby nie prać, spakowaliśmy tyle, by w razie co, koszulek lub bodziaków starczyło na cały wyjazd. A brudziło się to przy raczkujacym niemowlęciu strasznie! Przydały się cienkie, długie skarpetki by chronić stópki przed słońcem. No i oczywiście duży kapelusz podróżnika i zapasowa chustka na głowę. I dwa kremy z filtrem UV dla niemowląt (mieliśmy 50 i 30). DWA. To jest ważne, jak się na przykład jeden zgubi (tak jak my!). Kąpiele. Sprawa bardzo prosta w tak ciepłym kraju, jak się weźmie własną, dmuchaną wanienkę. Wystarczy kupić 5 litrowy baniak wody i kąpać dziecko przez zachodem słońca jak jest jeszcze gorąco. Wtedy po prostu wlewa się tę wodę, która miło ochładza. Albo po zachodzie słońca, wodę lekko podgrzewa sie na gazie. I tak jest całą dobe gorąco więc nie ma sie co przejmować, że dziecko nam zmarznie :-) Noclegi. Dla malucha to obojętnie czy śpi w hotelu czy w namiocie, byleby znalazło się miejsce do poraczkowania. Lilianka na początku bardzo cieszyła się jak wstawiałam ją do pustego namiotu (duże iglo). Kręciła się w kółko i pomagała rozkładać wszystke rzeczy. Niestety, gdzieś tak po tygodniu, namiot już nie wzbudzał takiego entuzjazmu. Noce w hotelach były miłą odmianą, szczególnie jak na podłodze znajdował się dywan do raczkowania.
Wózek i chusta. Bez nich nie dalibyśmy rady. Specjalnie na wyjazd zakupiliśmy mały, lekki i tani wózek spacerowy firmy Deltim. Szukaliśmy takiego, który by się mocno rozkładał do spania i miał dużą budkę, zakrywającą od słońca. Lilianka spędzała w nim czas nie tylko podczas zwiedzania lecz również gdy składaliśmy lub rozkładaliśmy namiot, pakowaliśmy rzeczy do auta czy jedliśmy w restauracji. Lila jeszcze wtedy nie potrafiła wstawać ani chodzić, ale bardzo sprawnie poruszała się na czworakach więc ani na chwię nie można jej było zostawić samej "luzem". Opracowała nawet wychodzenie z namiotu, który ma bardzo wysoką siatkę. Chusta zaś przydała się najbardziej podczas chodzenia po targu kóz, wchodzenia na skałki i spacerów po fortach. Interakcje niemowlęcia z miejscowymi. Arabowie kochają dzieci i często nas sobie pokazywano placami, jak
Podróżowanie i zwiedzanie z dzieckiem na pewno różni się od niezależnej podróży dwójki dorosłych osobników. Tutaj potrzeba większego luzu, wolniejszego tempa i przystosowywania planu dnia do potrzeb oraz nastrojów dziecka. Nie jest to trudne, bo nie zawsze trzeba postępować standardowo i dokładnie tak tak jak robi się w domu. Nie jest to również łatwe, gdy trzeba rezygnować z niektórych atrakcji, na przykład zwiedzania miasta wieczorem, kiedy to dziecko juz śpi w namiocie czy w hotelu. Nie ma za bardzo czasu na prawdziwy odpoczynek, ale przecież nie na tym polegają prawdziwe wakacje ;-)
|
| Następna strona |
| Home |