W poszukiwaniu Hadesu, brodząc przez lodowaty Acheron

Pierwszy grecki nocleg przy plaży Początkowym naszym planem było dojechanie aż do Peloponezu, a stamtąd promem na Kefalonię, ale tak wiele nam się miejsc po drodze spodobało, że Kefalonię zostawiliśmy na inną wyprawę, skupiając się tym razem tylko na przejeździe przez zachodnie wybrzeże Grecji, z jednym noclegiem, gdzieś przy plaży po drodze i potem przez most na Lefkadę.
Pierwszy dzień w Grecji przywitał nas upałem, zaczęliśmy więc od kąpieli na małej plaży, poniżej głównej drogi. Na północno - zachodnim krańcu Grecji nie ma nic spektakularnego (jak na Grecję, bo oczywiście znajdą się piękne widoczki, znajdzie się też starożytność!), plaże rozmieszczone są wzdłuż drogi, a od czasu do czasu zdarzają się małe, urokliwe miasteczka jak Parga, niestety koszmarnie zatłoczona w sezonie (żadnych miejsc do zaparkowania, nawet wzdłuż głównej szosy!). Chwilę pokręciliśmy się wzdłuż morza i podjęliśmy decyzje o przemieszczeniu się nieco na północ, w góry, w okolice miejscowości Glyki.

Trekking rzeka Acheron Poszukując na mapie ciekawych miejsc natrafiłam na Kanion na rzece Acheron . Fotki stamtąd wyglądały intrygująco - ludzie brodzący w jasnoniebieskiej, całkiem głębokiej rzece. Postanowiliśmy tam pojechać! Okazało się to być miejsce bardzo popularne wśród Greków. Kilka ogromnych parkingów, wśród zdających nieco cienia drzew, było pełnych. Wszędzie reklamy spływów pontonami. Zaparkowaliśmy pod ostatnim wolnym drzewkiem, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i buty do pływania, ruszyliśmy w kierunku rzeki, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać.
Nad rzeką było dość tłocznie, ale głównie przy brzegach. Okazało się, że woda tutaj jest lodowato zimna, chociaż wydaje mi się, że cieplejsza niż w polskich, górskich strumieniach. Kolor rzeki jest niesamowity - niemalże przeźroczyście jasnoniebieski. Większość turystów brodząc w rzece, szła w górę, tylko nieliczni decydowali się na zorganizowany spływ w dół rzeki. My więc też ruszyliśmy w górę, tak jak nam wskazywały mapy.cz. Rzeczny szlak miał prowadzić przez kanion aż do dwóch mostków. Cała trasa miała ponad kilometr w jedną stronę.

Trekking rzeka AcheronTrekking rzeka Acheron Trekking rzeką sprawił nam niesamowitę frajdę. Raz było płycej, raz głębiej. Było kilka miejsc, gdzie po prostu trzeba było przepłynąć. Na szczęście wzięliśmy kajakowy, nieprzemakalny worek na rzeczy, więc cała trasa spokojnie była dla nas do przebycia.
Po kilkuset metrach, gdy minęliśmy małe, boczne górskie źródła zasilające rzekę, woda zrobiła się nieco cieplejsza. Gdyby całą trasę była tak zimna, jak na początku, nie dalibyśmy rady.
Mimo lokalnego tłumu ludzi, szło się bardzo przyjemnie. Im dalej, to ludzi oczywiscie mniej. Pod koniec trasa się nieco bardziej komplikowała, trzeba było pokonywać małe wodospady i przewyższenia. Ale to sprawiało nam tylko większą przyjemność. Nie było nudy!

Trekking rzeka AcheronTrekking rzeka Acheron Dla mniej odważnych, było sporo miejsc, gdzie można było wyjść na brzeg i kontynuować trudniejszy fragment trasy po skałkach. Zresztą, całą trasę, nieco oddaleniu od rzeki , można było też pokonać górskim szlakiem, co początkowo mieliśmy w planach powrotnych.
Plany te się nie zrealizowały, bo dzieciom tak się spodobała wędrówka wodą, że zażądały powrotu w taki sam sposób! Całość zajęła nam na pewno ponad trzy godziny. Pozostał nam tylko wrócić na greckie wybrzeże, w poszukiwaniu noclegu.

Dwa dni na greckiej wyspie, tym razem bez promu!

LefkadaWjazd na Lefdadę przez most obrotowyLefkada to jedyna wyspa na Morzu Jońskim, do której można dojechać samochodem. Prowadzi do niej długi, bezpłatny most, a nawet można powiedzieć zespół mostów, bo na początku trzeba przejechać przez most zwodzony, a potem skręcić na jeden z dwóch głównych mostów. Mieliśmy szczęście oglądać ten pierwszy most, podczas podnoszenia i obracania bokiem, tak by mogły przepłynąć żaglówki i małe stateczki. Taka akcja trwa około 10 minut, ale od razu po obu stronach tworzy się potężny korek!

Zamek Agia MavraZamek Agia Mavra Jeszcze na stałym lądzie, tuż przed mostami, wita nas niesamowity, wielokrotnie na przestrzeni wieków oblegany zamek Agia Mavra , z XIV wieku. Fortecę warto najpierw obejrzeć z zewnątrz, bo otacza ją piękna, wypełniona morską wodą, fosa. Wewnętrzny plac jest ogromny, ale raczej pusty. Pozostałości budynków jest niewiele, ale za to pięknie trzymają się całe mury zewnętrzne, którymi można cały teren obejść górą. Łączna długości po murach to aż 900 metrów, wysokość murów między 4 a 12 metrów, a grubość do 2 metrów. Gdzieniegdzie z murów wystają wymierzone w kierunku Lefkady stare armaty. Miejsce jest niezwykle malownicze, ale bardzo eksponowane słonecznie, więc lepiej odpuścić sobie wizytę w południowych godzinach.
Naszym głównym celem pobytu na wyspie było zwiedzenie kilku najpiękniejszych plaż, wraz ze znalezieniem noclegu na jednej z nich.

Dojazd na plażę GialosDojazd na plażę Gialos Plaża Gialos
To miejsce było polecane jako najciekawsza miejscówka na nocleg na plaży. Plaża znajduje się jakąś godzinę drogi od portu w Lefkadzie, po zachodniej stronie wyspy. Droga dojazdowa to cały czas asfalt, ale końcówka jest bardzo ciekawa, bo jedzie się ostrą serpentyną w dół, z niesamowitym widokiem na morze.
Gdy zjechaliśmy na parking przy plaży, wciąż było tam dość tłocznie. W ogóle nie wyobrażaliśmy sobie, że mielibyśmy na tym parkingu zostać na noc. Ale zazwyczaj tak jest przed zachodem słońca.

Plaża GialosPlaża GialosPostanowiliśmy poszukać miejscówek opisanych w Internecie, gdzieś w pobliżu dużej plaży, ale zjazd 4x4. Trzeba na ostatnim zakręcie w dół zjechać z głównej drogi w szutrówkę, a potem sprawdzać, co jest jeszcze przejezdne. Niestety warunki do plażowania w okolicy głównej plaży Gialos zmieniają się dość często. Dawniej plaża była o wiele większa, z infrastruktura i oddzielnym dojazdem do północnej strony.,, W tej chwili główną drogą szutrową przejazdu już nie ma, bo rzeka rozwaliła drogę. My rzeki nie widzieliśmy, była kompletna susza, ale i tak szans na przejechanie tą drogą już nie było. Udało się nam zamiast tego zjechać po betonowych płytach w dół przy dawnych domkach kempingowych. Ta droga również kończyła się przy korycie rzeki, ale tam już dało się terenówką przejechać i dojechać do plaży.

Plaża GialosPlaża Gialos Była to najpiękniejsza plaża noclegowa naszego wyjazdu. Oprócz pięknych widoków na jasne, przeźroczysto - niebieskie morze, mieliśmy niemalże dla siebie pustą plażę oraz intensywny zachód słońca. W niewielkim oddaleniu, powyżej plaży, wciąż górował dawny, okrągły barek, teraz już opuszczony, bez możliwości dojazdu autem. A nieco poniżej niego dobrze oznaczone miejsca składania jaj przez żółwie morskie.
Rano, po śniadaniu i obowiązkowej kąpieli, okazało się, że i tak wyjechać nie możemy, bo trochę wyżej, na końcu drogi szutrowej zaparkował miejscowy i zastawił cały wyjazd! Na szczęście z daleka na plaży widać, było, że starszy Grek przyjechał tylko na połów małży. Podjechał jednak tak blisko, że sam się później nie mógł wycofać, ani zawrócić. Trzeba było wzywać kolejną osobę, która zaparkowała auto z boku, przy suchej rzece. Tak to jest, jak się wjeżdża w miejsca nie do końca dostępne, a oficjalnie nieprzejezdne.

W drodze do Porto Katsiki Porto Katsiki Nasz pobyt na Lefkadzie był bardzo krótki, tylko dwudniowy, więc nie było czasu na jeżdżenie od plaży do plaży. zresztą, chyba szybko by się nam tak plan dnia znudził. Pojechaliśµy więc na tę najbardziej znaną plaże, reklamowaną, jako jedną z najpiękniejszych w całej Grecji. Najpiękniejszych według greckiego standardu, czyli muszą być skałki, najlepiej wapiennie, muszą być grube, białe kamienie, zamiast piasku i musi być krystaliczne morze. I właśnie tak tam było.

Porto Katsiki Ale czy do kanonu piękna zalicza się też dziki tłum turystów/. Bo niestety talk te miejsca w praktyce wyglądają. Mimo, że my dotarliśmy tam już po południu, na plaży było dość tłoczno. Wiedzieliśmy, że po zjeździe czekają nas też płatne parkingi - 10 EUR za cały dzień. A my tylko chcieliśmy zrobić parę fotek i się wykąpać. Zostawiliśmy więc auto jakieś 500 metrów wyżej, na małym placyku. Tam się przebraliśmy i w samych strojach i butach wodnych, ze sprzętem do snorkelingu, zeszliśmy na dół. Jak to zwykle w takich miejscach bywa, cały tłum gromadził się na plaży, a w wodzie było w miarę pusto i spokojnie.

Porto KatsikiPorto Katsiki Rzeczywiście plaża i zatoka jest piękna, z małymi jaskiniami i skałkami, gdzie można poobserwować ryby. Po eksl-ploracji strony zachodniej, przepłynęliśmy z jednego końca plaży na drugi i tam jeszcze chwilę dzieci pobawiły się w falach. Powrót po tych pięknych, ale niezwykle niewygodnych białych kamieniach nie było już taki miły. Całego dnia na pewno nie chciałabym na takiej plaży spędzić, ale na samą kąpiel na pewno warto tam przyjechać.

Plaża Blue Paradise Pozostałe plaże na wyspie zwiedziliśmy już tylko, jadąc wzdłuż wschodniego wybrzeża samochodem. W ten sposób objechaliśmy całą wyspę. Niestety zabrakło nam czasu i sił na zejście na drugą polecana plażę Egremini. Po dwóch, intensywnych pobytach tego dnia nad morzem mieliśmy już dość i ruszyliśmy na poszukiwanie noclegu.
Godna zapamiętania była też plaża Blue Paradise już za Lefkada, na samym, wyjeździe, mały zjazd z głównej drogi, ze znakiem beach bar. Dojazd bardzo niepozorny, ale miejsce klimatyczne, z piękną, niebieską woda. My pojechaliśmy nieco dalej szutrowką i zostaliśmy tam na noc, pomiędzy rozlewiskami. Niestety do samej plaży nie podjedzie się autem, dojście do niej jest po kładkach, poprzez bagna.

Północ Grecji, przez górskie wioseczki i bajkowy most

Most Kokkoros Przez rejon Zagoria (Zagorochoria) przejeżdżaliśmy już kilka razy, jednak zawsze był to tranzyt, głównymi drogami, gdzieś na południe lub w drodze do domu. Tym razem postanowiliśmy zwolnić i zobaczyć, co ciekawego na tym północnym skrawku Grecji można znaleźć.
Aby zwiedzić Zagorię trzeba mieć czas. Drogi tam wąskie, zakrętów dużo i nawet jak gdzieś wydaje się blisko to w praktyce znajduje się to za siedmioma wysokimi górami i rzekami! Do XVII wiecznego mostu Kokkoros (Noutsos Bridge) właśnie tak długo jechaliśmy, mimo, że na mapie wcale daleko się nie wydawało. Ale zdecydowanie było warto. Aż sama jestem zdziwiona, że wcześniej tego miejsca nie odkryłam. To po prostu magia. Most wyjęty z powieści fantasy, tylko czekać na gotycką księżniczkę. Podobno w rejonie takich mostów jest kilka, ale ten w Kokkoros jest najpiękniejszy. Cały z małych kamieni, tylko dla ruchu pieszych, usytuowany obok drugiego, większego kamiennego mostu drogowego, otoczony wysokimi górami. Trzeba tylko trafić na popołudniowy moment, bez innych turystów, by poczuć się jak w bajce.

Megalo PapingoMegalo Papingo W odległości około godziny od mostu, wciąż jadąc bocznymi drogami Zagorii, dojeżdża się do zbudowanej z szarego kamienia wioski Arista, a po przejechaniu kolejnej góry, do bardziej znanej osady Megalo Papingo (960mnpm). Ponoć to najładniejsza i najlepiej zachowana, stara kamienna zabudowa w okolicy. Rzeczywiście jest ładnie, czysto i dość turystycznie. Wioseczka mała, zaledwie parę uliczek do przejścia. Wiele domów to dziś już apartamenty na wynajem. Niestety dotarliśmy tam późnym popołudniem, więc nie było czasu na eksplorację mniej popularnych ścieżek.

Arista Na kolację wróciliśmy do nieco większej Aristy. Tutaj również kamienne domki rozmieszczone są na zboczach. Miejscowość wydaje się być bardziej zamieszkana, nie tylko wystawiona jako obiekt turystyczny. Idąc wąskim asfaltem w górę trafić można było na małe gospodarstwa, jak wszystko tutaj, z kamiennymi, szarymi dachami. To właśnie te dachy, w otoczeniu wysokich gór robią największe wrażenie.