Olimpijskie Sarajewo 1984

Symbole olimpijskie na Wzgórzu TrebevićSarajewo było w moich planach już od dawna, ale nigdy nie było po drodze. Otoczona górami stolica Bośni i Hercegowiny w końcówce poprzedniego stulecia przeżyła wiele. Mimo upływu 30 lat od zakończenia wojny, ślady konfliktu pomiędzy Serbami a Bośniakami wciąż są wyraźnie widoczne. I to wcale nie aż tak bardzo w zniszczonych, z wciąż widocznymi kulami, budynkach, bo te w dużej mierze w centrum są już odrestaurowane, ale w nastawieniu ludzi. Po wjeździe do BiH od strony Czarnogóry wita nas wielka tablica Witamy w Republice Serbii, Dalej, przez następne kilkadziesiąt kilometrów, aż po przedmieścia Sarajewa, wszędzie powiewają flagi serbskie i ani jednej bośniackiej. WIdzieliśmy nawet jeden dom, który cały dach miał przemalowany na wielką, serbską flagę. Dopiero w ścisłym centrum Sarajewa po raz pierwszy udało nam się dostrzec niebieską, oficjalną flagę państwa Bośnia i Hercegowina.
Niestety nasze całodniowe plany zwiedzania Sarajewa troszkę się zmieniły i pozostało nam tylko kilka godzin. Zdecydowaliśmy się więc na przegląd opuszczonych obiektów olimpijskich, muzeum tunelu oraz krótki spacer po starówce, Resztę trzeba będzie zostawić na oddzielny wyjazd, bo myślę, że warto tu wrócić.

Obiekty na górze Igman

Opuszczony hotel olimpijskiBardzo chciałam zobaczyć to miejsce. O opuszczonych skoczniach narciarskich z czasów olimpiady z 1984 roku słyszałam już dawno, ale nie znałam nikogo, kto bym tam był i nie do końca wiedziałam, gdzie się te skocznie znajdują. Okazało się, że są one w sporej odległości od samego Sarajewa, blisko narciarskiego kurortu Bjelasnica, na wzgórzach Igman. Tam też zbudowano hotel olimpijski. Z hotelu do dnia dzisiejszego pozostała ruina, niemalże jak z horroru, strasząca swoim nietypowym, ostrym kształtem. Opuszczony hotel jest ogólnie dostępny, a znajduje się w okolicy współczesnego ośrodka narciarskiego Veliko Polje. Nie da się go przegapić jadąc główną drogą. W środku pozostały jedynie resztki łazienkowych kafelków, wielkie, puste pomieszczenia i solidne klatki schodowe, prowadzące na wyższe poziomy. Hotel powoli zarasta kolczastą roślinnością.

Obiekty olimpijskie koło skoczniPodium olimpijskie Jadąc kawałek dalej dojeżdżamy do Mali Polje, gdzie znajduje się ogromny, płatny i cały rok strzeżony parking, a tuż za nim dwie skocznie oraz podium z napisem Sarajevo 1984. Teren jest zadbany i pięknie wykoszony, dzięki czemu swobodnie wspiąć się można po starych schodkach aż na samą górę, pod skocznie, a dla chętnych, też dojść aż do półki, z której skakali skoczkowie w 1984 r.

Duża skocznia narciarskaDuża skocznia narciarska Zwiedzanie rozpoczęłam od prawej strony, powoli wspinając się do góry po stromych, kamiennych schodkach. Trochę to trwało, bo co chwile oglądałam się za siebie, podziwiając widoki. Po dojściu do początku skoczni, olimpijski trekking można kontynuować, nadal schodkami, a potem całkiem wyraźnie widoczną ścieżką, aż pod sam budynek z klatką schodową. Wejście jest otwarte, a okna lekko zabezpieczone deskami. Klatka schodowa wciąż solidna i bez problemu da się wejść na górę, dla tych, co nie mają lęku wysokości. Idąc wyobrażałam sobie, jak tą samą drogę musieli pokonywać skoczkowie, targając na górę swoje narty. Wejście na platformę nie ma już schodków, da się wejść po deskach, ale ja górną skocznie obejrzałam nieco z boku. Robi niesamowite wrażenie. Jest bardzo wysoko i bardzo stromo. Z góry wydaje się taka krótka, niemalże pionowa!

Mała skocznia narciarska Do drugiej, niższej skoczni dojść można górą, podążając za wąską, wydeptaną scieżką. Ta skocznia też ma sześć pięter wysokości, ale nieco mniej zabezpieczeń - sporej wielkości dziury w oknach na każdej klatce schodowej. Tym razem udaje się bez problemów dostać na samą platformę dla skoczków, by z lekkim przerażeniem spojrzeć w dół.
Drogę powrotną pokonać można zniszczonymi schodkami wzdłuż trybun po lewej stronie, mijając opuszczony budynek sędziowski (zamknięty) oraz nieczynną restauracje na dole.

Nocleg pod skocznią Dodatkową atrakcją jest możliwość spania na parkingu pod skocznią, a dokładnie to koło trybun, za 10 euro opłaty od auta. Podczas naszego pobytu były jeszcze trzy inne auta, ale po sezonie istnieje duża szansa na samotną noc (nie licząc dozorcy).
Nas na miejscu spotkała jeszcze jedna przygoda, która na szczęście skończyła się szczęśliwie. Wjeżdżając na parking, padł nam pedał sprzęgła. Po po prostu się złamał! A my w środku gór, 3 dni przed początkiem roku szkolnego i 1500km do domu! Z pomocą przyszedł nam stróż, który umówił znajomego mechanika na 7 mą rano następnego dnia. Mechanicy przyjechali prywatniew, przed pracą, przywożąc swoje narzędzia i spawarkę. Cene również wynegocjował nam dozorca - oni chcieli 100 euro, a on zszedłdo 75 euro, co bardziej przypomniało lokalne ceny. Panowie uwinęli się w niecałe dwie godzinki, a my, jeszcze wciąż nie wierząc w nasze szczęscie, mogliśmy kontunuowac podróż do domu.

Wzgórza Trebević i przechadzka po torze bobslejowym

Wzgórze TrebevićNajlepsze miejsce na obejrzenie panoramy miasta to ponoć Vidokovać na wzgórzu Trebević. Jako, że nasze auto było znów sprawne, ruszlyśmy z Igman prosto na parking pod kolejką linową, skąd na pieszo dojść można do punktu widokowego. Obecnie wzgórze jest jedym z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Sarajewa. Można tam dojechać rowerem z centrum miasta, wspinając się asfaltową drogą, mozna dojechać kolejką linową, albo podjechać samochodem i przejsc 15-20 minut na pieszo przez las lub drogą koło toru bobslejowego.

Widok na Sarajewo My najpierw wspięliśmy się leśną ścieżką pod kolejkę linową, a potem doszliśmy asfaltową drogą na punkt widokowy. PIęknie widać stamtąd nie tylko samo Sarajewo, ale także otaczające je górskie miejscowości. Patrząc ze wzgórza Trebević można sobie wyobrazić jak łatwo było w roku 1992 zamknąć to miasto w potrzasku. Otoczone wysokimi górami, zajętymi przez siły republiki serbskiej, nie miało teoretycznie szans, a broniło się ponad trzy lata!

Opuszczony tor bobslejowyOpuszczony tor bobslejowy Schodząc asfaltową ścieżką, pod kolejką linową, dochodzi się do opuszczonego toru bobslejowego - kolejnej pozostałości po igrzyskach olimpijskich. Dziś część toru jest pozostawiona dla zwiedzających. Można przejść się wzdłuż torów lub też wskoczyć do środka i podziwiać zamieszczone tam graffiti. Jest to miejsce dość popularne zarówno wśród miejscowych jak i turystów.

SarajewoHistoria olimpijskich obiektów niestety nie skończyła się na roku 1984. Na początku lat 90-tych historia dopisała do nich jeszcze jedno, smutne zakończenie. Na całych terenach olimpijskich odbywały się masowe serbskie egzekucje na Bośniakach. Na wzgórzu Trebović, w okolicach toru bobslejowego toczyły się ciężkie walki, a stadion olimpijski przemienił się w wielką kostnicę. Dziś niektóre z tych miejsc można rozpoznać po wielkich, muzułmańskich cmentarza, z białymi nagrobkami. Ale to tylko w Sarajewie. Poza miastem, w żadnym z miejsc walki i egzekucji nie ma ani tablic pamiątkowych, ani informacji, a te najbardziej podziurawione kulami obiekty, takie jak oryginalne podium olimpijskie, zostały po prostu wymienione. Skomplikowaną historię konfliktów serbsko - bośniackich poznać można w kilku muzeach, znajdujących się w centrum Sarajewa, ale ze względu na brak czasu i zwiedzanie z dziećmi tym razem tych miejsc nie odwiedziliśmy, ograniczając się tylko do tzw Tunelu Spasa.

Tunel Ocalenia oraz muzułmańska Starówka

Tunel OcaleniaTunel OcaleniaTunel Spasa czyli Tunel Ocalenia to muzeum, które mieści się niedaleko lotniska w Sarajewie, w oryginalnym budynku, gdzie rozpoczęto budowę 800 metrowego tunelu, łączącego oblężone Sarajewo z bośniacką dzielnicą po drugiej stronie lotniska. Budowę rozpoczęto w 1993 roku z dwóch stron, aż do połączenia.Pracowali przy niej wolontariusze i bośniackie wojsko. Tunel służył do szmuglowania broni, żywności, lekarstw oraz do wyprowadzania ludzi z oblężonego miasta.
Obecnie, oprócz małego muzeum, zwiedzać można kilkanaście metrów oryginalnego tunelu i dalszy, zrekonstruowany fragment oraz zobaczyć wejście do tunelu w domu rodziny Kolar. Reszta tunelu jest zawalona, bo po wojnie nikt z władz za bardzo nie był zainteresowany utrzymywaniem go i restauracją.

Baščaršija (Starówka)

Targ MerkeleTarg Merkele Nie mieliśmy czasu na pełne zwiedzanie Sarajewa, więc zdecydowaliśmy się tylko na przejazd przez centrum miasta tzw Aleją Snajperów, czyli główną, kilku kilometrową, dwupasmową ulicą Zmaja od Bosne w śródmieściu, zwaną niegdyś najniebezpieczniejszą ulicą świata. Dziś trudno sobie wyobrazić snajperów celujących w ludzi próbujących się przedostać przez tę ulicę. Jest to po prostu bardzo zatłoczone centrum miasta, a o ciężkich czasach przypominają tylko nieliczne, zrujnowane, opuszczone budynki z śladami kul. Na pewno idąc na pieszo dałoby się dostrzec więcej.
My zatrzymaliśmy się tylko przy targu Merkele, by odnaleźć tzw różę sarajewską, upamiętniającą śmierć 68 osób w 1994 roku i kolejnych 28 w roku 1995.

Baščaršija (Starówka)Baščaršija (Starówka) Pozostałego czasu starczyło nam tylko na przejście po muzułmańskiej Starówce w dzielnicy Baščaršija. Naprawdę było warto. Nagle poczuliśmy się jak w kompletnie innym świecie, bardziej azjatyckim, nieco przypominającym Turcję czy Uzbekistan. Niska, zabytkowa zabudowa, małe kawiarenki, serwujące parzoną kawę po bośniacku, pełno sklepików ze słodyczami i znacznie więcej kobie, zakrywajacych głowy chustą, niż w innych częściach miasta.Po zjedzeniu pysznych, ogromnych lodów i wypiciu kawki niestety musieliśmy jechać dalej w kierunku Polski. Trzeba będzie to jeszcze kiedyś wrócić.