Park Narodowy Una czyli w poszukiwaniu słońca

W drodze do Štrbački BukPo bardzo deszczowym, majowym wieczorze w północnej Chorwacji i dalszej perspektywie deszczu na kolejny dzień na całym chorwackim wybrzeżu, postanowiliśmy szukać słońca jeszcze bardziej na północy, za górami, lasami, czyli w Bośni i Hercegowinie. Noclegową miejscówkę mieliśmy blisko Plitwickich Jezior, a stamtąd to już rzut beretem do Bihaca. Dodatkowym atutem, a raczej motywacją do wyjazdu w deszczu, była możliwość zdobycia kolejnej naklejki dla naszego Land Rovera, który jeszcze w Bośni nie był.
Niestety w Bihacu pogoda w wiele lepsza nie była, w końcu zapowiadano bardzo deszczową majówkę w całej Europie! Ruszyliśmy więc dalej przez góry w kierunku Parku Narodowego Una, licząc na zmianę pogody. Bihaca nam szkoda nie było, bo to małe miasteczko, gdzie za dużo do zobaczenia nie ma. Jedynie co to warto się zatrzymać i zaopatrzyć w gotówkę, bo w Bośni w wielu miejscach, szczególnie za bilety wstępu czy za bułki w piekarni, nie można zapłacić kartą. 50 BAM czyli nieco ponad 100 zł starczyło nam na rodzinne zwiedzanie dwóch wodospadów oraz małe zakupy w piekarni. W Chorwacji za tą sama cenę czyli około 23 euro ledwo co jedna osoba by mogła w takim Szybeniku twierdze pozwiedzać!

Štrbački BukŠtrbački Buk Jadąc od strony Bihaca bliżej jest do większych wodospadów Štrbački Buk. Należy kierować się na wjazd nr 3, ignorując wcześniejsze wjazdy, bo tylko ten prowadzi na parking pod same wodospady. Pozostałe wjazdy to trasy dojazdowe dla pieszych wycieczek. W miejscowości Orašac skręca się z głównej drogi na wąską, bardzo malowniczą dróżkę wzdłuż niezwykle niebiesko - zielono - błękitnej rzeki Una. Jeszcze parę lat temu była to droga szutrowa, teraz jej środkiem biegnie wąski asfalt. Dopiero sama końcówka trasy, już za budkami strażników i za kasą biletową jest w całości szutrowa.

Štrbački BukŠtrbački Buk Wodospady zwiedza się spacerując po drewnianych kładkach. Jest kilka wysuniętych punktów widokowych, skąd można zrobić świetne ujęcia na rzekę. Trasa nie jest za długa, może z 500 metrów, ale spokojnie można tam spędzić i z godzinę, bo jest tak pięknie. I do tego prawie zupełnie pusto, bo to jeszcze przed sezonem. I brak deszczu! Właśnie takiego miejsca szukaliśmy! Wąską, ścieżką można iść dalej wzdłuż rzeki, już bez drewnianych kładek, ale trasa wiedzie przez las i na początku nie ma już tak spektakularnych widoków. Nie wiedzieliśmy jak daleko ta trasa prowadzi i czy widoki w ogóle będą, więc wróciliśmy po kilkuset metrach.

Był jeden wodospad, trzeba zobaczyć też i drugi

W drodze do Martin BrodW drodze do Martin Brod Zachęceni słońcem i niesamowitym kolorem rzeki Una postanowiliśmy pojechać jeszcze dalej na południe, aż do kolejnych wodospadów - Martin Brod. Trasa wiodła już nieco szerszą drogą (czyli dwa pasy i normalne mijanki) - ale wciąż była to mało uczęszczana, boczna droga, gdzie w pewnym momencie natrafiliśmy na znak Kraj asfalta - dalej znów powitała nas szutrówka. Wiosek po drodze było mało, ale to co rzucało się w oczy to rozsiane po trasie, opuszczone, ostrzelane wiejskie domy. Smutne pozostałości po wojnie na Bałkanach w latach 90-tych. Kto wie ile z tych terenów może wciąż być jeszcze zaminowanych, może dlatego nikt do tych domów nie powrócił.

W drodze do Martin Brod W wiosce Martin Brod, tuż przed skrętem na boczna dróżkę z kasą do wodospadów, znajduje się piękne pole namiotowe i miejsce piknikowe. Widać je z głównej trasy - drewniane altanki nad sama rzeką. Zjazd w dół jest krótki, z jednym, ostrym zakrętem, ale lekko wybetonowanym, więc każdy powinien dać radę. Ponoć za nocleg na tym polu płaci się w kasie biletowej parku. Miejsce wyglądało bardzo zachęcająco: kompletnie puste, z pięknymi widokami. Miało sanitariaty z ciepłą wodą, wszystko pootwierane tylko obsługi brak, zamiast tego nr telefonu gdzie należy się zgłosić. My zatrzymaliśmy się tylko na przerwę obiadową, bo nocleg czekał na nas z powrotem w Chorwacji.

Martin BrodMartin Brod Wodospad Martin Brod już nie jest aż tak spektakularny jak Štrbački Buk, który jest ciągiem wodospadów. Tutaj mamy jeden porządny, bardzo rozległy wodospad z drewnianym pomostem oraz punkt widokowy poniżej kasy na małym, wiszącym moście. Warto by tu się pokręcić po okolicznych ścieżkach wydłuż rzeki - może być tam wiele pięknych miejsc. My jednak już na to nie mieliśmy czasu.

Kuszące zamczysko na szczycie wzgórza

Kulen VakufKulen Vakuf Jako, że większość małych, lokalnych przejść granicznych z Chorwacja zamykała się w godzinach wieczornych, postanowiliśmy wrócić na północ na duże, całodobowe przejście. Tak więc pokonaliśmy jeszcze raz całą trasę wzdłuż rzeki Una w przeciwnym kierunku, z powrotem na Bihac. Po drodze zrobiliśmy tylko jedna przerwę w miejscowości Kulen Vakuf, gdzie skusiły nas górujące nad wioską ruiny zamku Stari Grad Ostrovica . Wyglądało na to, że da się tam dojechać autem. Co prawda Google prowadziły nas zupełnie inną trasą, ale my odkryliśmy kolejną wąską, świeżo wyasfaltowaną, ostro pnącą się pod górę ścieżkę. Gdy już wydawało nam się, że wspięliśmy się na szczyt opuszczonej góry, zaczęły pojawiać się domostwa i szutrowa dróżka, która dochodziła aż do cmentarza niedaleko zamku.

Stari Grad OstrovicaStari Grad OstrovicaStamtąd ruszyliśmy kilkaset metrów na pieszo, chociaż i naszym terenowym autem pewnie dałoby się dojechać. Widok z murów zamkowych na całą dolinę imponujący! Aż kusiło by się gdzieś tu rozstawić na nocleg, chociaż nie byliśmy pewni czy cały teren na około zamku nie jest traktowany jak widokowy cmentarz dla najbardziej zasłużonych mieszkańców, bowiem w tych najpiękniejszych zakątkach pojawiały się muzułmańskie nagrobki.
Same ruiny można częściowo obejść z zewnątrz. Jesienią można by bardziej się pokręcić, ale późną wiosna krzaki były już dość wysokie i przejść się dało tylko po wąskich ścieżkach. Do odrestaurowanej wieżyczki, która dobrze widać z dołu, w ogóle nie udało nam się dojść. Miejsce bardzo klimatyczne, szczególnie pod wieczór.