Wypoczynkowy wyjazd tuż przed narodzinami Tymoteusza

Ostatnia wyprawa tylko w trójkęOto jak można spędzić aktywnie czas, podróżniczo, a jednocześnie na luzie i wypoczynkowo, w drugim trymestrze ciąży.

Gran Canaria kojarzy się przede wszystkim z słońcem i plażą. My na plaży jesteśmy w stanie spędzić maksymalnie pół dnia (nie dotyczy to oczywiście naszej córki, która plaży w ogóle by nie opuszczała!), więc szukaliśmy czegoś więcej.
I tu wyspa nas pozytywnie zaskoczyła. Małe nadmorskie, portowe miasteczka na południu to dopiero początek. Cały środek wyspy pokrywają piękne góry, a tak na prawdę tylko południe jest typowo turystyczne i komercyjne. Wystarczy wynająć auto i pojechać w dowolnym kierunku na północ by zobaczyć zupełnie inną wyspę. Nawet północne wybrzeże wygląda inaczej niż znane wszystkim południe, a trasa wiodąca klifowym trawersem wzdłuż wybrzeża jest przepiękna. Wytrawni kierowcy nie będą się też nudzić. Każdy zjazd z głównej drogi na te poboczne, wąskie i typowo górskie, dostarcza emocji. Mijanki na skraju przepaści, pędzące auta lokalsów i nagle kończący się asfalt, to wszystko można tu spotkać. Odległości niby nie są duże, ale góry i piękne widoki znacznie je wydłużają, a kierowcy szybko odczuwają znużenie, bo są trasy, gdzie po prostej nie jedzie się ani kawałka, tylko w prawo, w lewo, w prawo, w lewo itd...

Wypożyczonym autem przez wyspę Najwygodniej podróżować jest wypożyczonym autem, chociaż wyspa posiada też bardzo dobrze zorganizowana sieć autobusów podmiejskich, którymi do wszystkich miasteczek się dojedzie. Z czterolatkiem jednak zdecydowanie autem jest łatwiej. W razie kryzysu zawsze można się zatrzymać, znaleźć jakąś plażę lub chociażby kupić lody.

Wyprawę planowaliśmy tak by co drugi dzień gdzieś dalej pojechać a chociażby kilka razy pojawić się na plaży lub nawet poleżeć nad brzegiem basenu (o zgrozo!).
Wszystkie noclegi mieliśmy w jednym miejscu, Playa del Inglés. I jak się później okazało, tak było najpraktyczniej, bo wyspa duża nie jest, a poza południem nocleg znaleźć jest dośc trudno i może być znacznie drożej.
Wyspa tak nam się spodobała, że dopiero trzeciego dnia się zorientowaliśmy, że jeszcze tej plaży i morza nie widzieliśmy!

A tak to wyglądało w szczegółach;

Playa del Inglés – Mogán – Puerto de Mogán – Puerto Rico - Playa del Inglés

Górska droga GC605 Pierwszy rekonesans, unikając jedynej na wyspie autostrady, łączącej południe z stolicą. Wyruszyliśmy starszą, nadmorską drogą do Mogan, a stamtąd na północ w kierunku Barranco de Mogan. Na rozgrzewkę zjechaliśmy z głównej trasy na GC605...i niestety po kilku kilometrach zawróciliśmy! Droga była piękna, wyasfaltowana, ale bardzo wąska. To nie na moje nerwy na pierwszy dzień. Niestety nie starczył czasu by tam wrócić, gdy już się do górskich dróg przyzwyczailiśmy.

Puerto de MogánWarto się zatrzymać w ostatnim portowym miasteczku na wyspie, Puerto de Mogán. Jak już znajdzie się miejsce do zaparkowania (z trudem! mino, że miejsca są płatne), można przejść sie po małym, malowniczym porcie, zjeść tuńczyka na rybackiej przystani albo poplażować w centrum. Fajne miejsce, szczególnie wieczorem
Pozostałe nadmorskie miejscowości są bardzo do siebie podobne, czyli plaża i ośrodki turystyczne

Teror – Cenobio de Valerón – Punta Sardina – Agaete – Puerto de las Nieves-Mirador de Balcon- Aldea

Drugiego dnia udało nam się objechać cała wyspę, załatwiając przy tym większość znanych punktów turystycznych poza południem! W takim tempie to już za dwa dni nie będziemy mieli co robić i trzeba będzie przysiąść na plaży.
Trasa przepiękna, koło 250 km, ale tak na prawdę z trudem da się ja pokonać w ciągu jednego dnia, jeśli chce się trochę czasu poświecić na zwiedzanie czy też wałęsanie się po ciekawych miejscach. A jest takich sporo!

Sprzedaż serów w Terorze Zaczynamy od Teroru. To już było ustalone przed przyjazdem - niedziela koniecznie w Terorze, tak by załapać się na lokalny targ serowo - zielarski. Targ sam w sobie fajny, ale tak na prawdę to tylko ze 2-3 stoiska były interesujące - pyszne, lokalne sery od producenta, trochę oliwek i kanaryjskie zioła. Niestety legenda przerosła wartość tego miejsca i w niedziele tworzą się ogromne korki już na wąskiej, górskiej drodze dojazdowej. Są ogromne kłopoty z parkowaniem, a całe centrum zamykane jest dla ruchu pieszego.
Jak się później okazało, taki targ ma każde większe miasteczko w jeden dzień w tygodniu, tylko trzeba się od miejscowych dowiedzieć kiedy. Oczywiście korki wtedy są wszędzie!

Cenobio de Valeron Cenobio de Valerón to bardzo ciekawe jaskinie w skałach na północy wyspy. Warto zboczyć z głównej tarasy i dojechać do nich, chociażby dla pięknego widoku na wybrzeże pod drodze.

Okolice Punta Sardinia Punta Sardina - najbardziej na północ wysunięty fragment wyspy to miejsce bardzo spokojne i wolne od turystów. To tutaj poczuć można jak żyją na prawdę miejscowi, z dala od turystyki południa.
Północny zachód to znów miejsca bardziej znane, gdyż z Puerto de las Nieves odpływają promy na sąsiednie wyspy.

GC200 Anden VerdeGC200 Anden VerdeStąd też zaczyna się przepiękna, klifowa trasa powrotna na południe - GC200 Anden Verde. Norwegia aby się takiej drogi nie powstydziła! Sama byłam zaskoczona, że aż tak mi się tam podobało, bo już niejedna trasę klifową autem przejechałam. Może wpływ na to miała tez pora dnia. Wracaliśmy późnym popołudniem, tuż przed zachodem słońca, co potęgowało piękno widoków. Ruch samochodowy o tej porze tez był mniejszy i mogliśmy nacieszyć się względną samotnością i swobodą jazdy (oczywiście znów same zakręty!). Jako, że trasa wykuta jest w skale, praktycznie nie było możliwości zatrzymywania się na zdjęcia, jedynie szybkie fotki przez otwartą szybę samochodu. Pierwszy punkt, gdzie można się zatrzymać to, już na samym końcu, Mirador de Balcon.

Na tym wybrzeże się kończy i zaczynają się zadaszone plantacje egzotycznych owoców.

Ostatnia atrakcja to Los Azulejos, czyli naturalnie kolorowe skały w okolicy Aldea. My oglądaliśmy już je po zajściu słońca za góry, więc niestety kolory nie były aż tak intensywne, ale i tak roiło wrażenie.
To był bardzo długi dzień, ale wg mnie jest to obowiązkowa wycieczka po wyspie!

Playa del Inglés

Playa del InglésW listopadzie temperatury były bardzo przyjemne, koło 23-25C, jedyne co czasami przeszkadzało, to bardzo silne, piaszczyste wiatry wieczorami, w południowej części wyspy. Do tego basen na terenie posesji na jednodniowe wylegiwanie. Woda nieco lodowata, bo jednak o tej porze roku już tak szybko się nie nagrzewa, ale Lila i tak szalała.
Na plaże, trochę tak z obowiązku, wybraliśmy się późnym popołudniem i zaskoczeni ciepłem wody aż zawróciliśmy do mieszkania po stroje kąpielowe! Morze cieplutkie, więc nawet z przyjemnością się wykąpaliśmy i poskakaliśmy przez fale.

Wzdłuż plaży, aż po Maspalomas, ciągnie się brukowana promenada. Czasami wiedzie skarpa, tuz nad plaża, czasami chodzi nieco wgłąb miejscowości. Świetna propozycja na dłuższy spacer z wózkiem lub na poranny jogging. Niestety rowerami, teoretycznie, jeździć się tam nie powinno.

Maspalomas

MaspalomasKolejny ciekawy dzień, w klimacie saharyjskim, tym razem. Otóż Gran Canaria posiada nieduże, ale bardzo malownicze, złociste wydmy, Maspalomas. Między plażą a hotelami rozciąga się szeroki pas iście saharyskiego piachu, ponoć setkami lat nawiewanego z Afryki. I rzeczywiście wędrując tam przez chwilę poczuć się można jak w Maroko!. Zakazy chodzenia po wydmach są ignorowane, a turyści wydeptali już sobie ścieżki między największym hotelem a plażą.

Na spacer najlepiej udać się wcześnie rano lub późnym popołudniem, wtedy piach aż tak bardzo nie parzy. Koniecznie trzeba wziąć wodę, bo wbrew pozorom, wspinaczka po wydmach można się namęczyć, a nawet troszkę można się pogubić nam znajdzie się dojście do plaży, idą tylko na azymut (tak jak my!)

Zabawa świetna i dla rodziców i dla dziecka. Powrót już ta bardziej wydeptaną ścieżką na około. A sama plaża... średnia wieku 70+, rzadko kto się kąpie, wszyscy spacerują ..i to w bardzo swawolnych strojach...lub tychże strojów pozbawieni! Wesołe jest życie staruszków!

Fataga - Roque Nublo - Cruz de Tejeda

GC60 w kierunku Roque Nublo Przejazd drogą GC60 wgłąb wyspy do Cruz de Tejeda to druga najpopularniejsza trasa turystyczna. Ruch tutaj jest całkiem spory, bo teoretycznie dojazd z południa wyspy nie wydaje się długi. Wycieczkę można skrócić, dojeżdżając tylko do Roque Nublo i zawracając tą samą trasą. My znów chcieliśmy zrobić kółko i udało się, ale zszedł na to pełen dzień.

Wioska Fataga Po drodze piękne punkty widokowe i przystanek w malutkiej wiosce historycznej Fataga, z domami budowanymi z wielkich kamieni. Mimo, że wioska położona jest przy głównej drodze, to co najciekawsze znajduje się z boku. Malutkie uliczki, ukwiecone ganki i kilka galerii. Spokojne miejsce, jeszcze chyba nie rozpropagowane turystycznie. A może to dlatego, że my byliśmy poza sezonem.

Widok ze szczytu Roque Nublo Roque Nublo to widokowy szczyt, na który bez problemu można wejść, nawet z dzieckiem.Nasz leniwiec w górę drogę pokonał, ale w dół już wskoczył do chusty. Ze szczytu rozciąga się piękny widok nie tylko na Gran Canarię, ale również, przy dobrej pogodzie, na ukryta ponad chmurami Teneryfę.

Droga w kierunku Cruz de Tejeda oczywiście widokowa,ale samo miejsce, środek wyspy, rozczarowuje. Oprócz wielkiego parkingu i licznych straganów, nie ma tam nic. Wysokie drzewa zasłaniają jakiekolwiek potencjalne widoki! Jedyna zaleta, że dojeżdżając tu nie trzeba się cofać tą samą droga na południe, ale można pojechać w kierunku Las Palmas, robiąc kółko.

Cała trasa jest prosta pod względem technicznym , drogi wyasfaltowane i szerokie, mimo, że chwilami typowo górskie z licznymi zakrętami.

Palmitos

Delfinarium w Palmitos Rodzice swoje obowiązki maja i dziecku rozrywkę zapewnić trzeba!Z rozrywek płatnych do wyboru mieliśmy podstarzały aquapark lub mini zoo z delfinarium. Wypraliśmy to drugie i nie żałujemy! Wstęp do Palmitos najlepiej zarezerwować przez internet, jest taniej i nie czeka się w kolejce przy kasie, tylko wchodzi osobnym wejściem. Tanio i tak nie jest, ale pokazy delfinów przynajmniej raz w życiu obejrzeć trzeba. Na prawdę robią wrażenie i to nie tylko na dzieciakach.

Oprócz tego piękna, naturalna, egzotyczna przyroda, tak różna od suchego południa, troszkę zwierzaków i dodatkowo pokazy tresury dzikich ptaków, w tym drapieżników.
Dużo atrakcji.. a te delfiny....!!!

Caldera de Bandama – Las Plamas de Gran Canaria – Agüimes -Barranco de Guayadeque

Las Palmas z lotu ptakaNa zakończenie pobytu postanowiliśmy odwiedzić stolicę. Doprowadzona jest do niej szybka autostrada z południa. Szybko jest tylko do granic miasta, potem już zaczynają się korki. Trudno jest tez z miejscem do zaparkowania, więc najlepiej wskoczyć na jakiś płatny parking, położony blisko starówki. W stolicy za dużo do zobaczenia nie ma. Jest dom Kolumba, ale nie wchodziliśmy Pokręciliśmy się po starych uliczkach, wypiliśmy rewelacyjna kawę z mlekiem skondensowanym na lokalnym targowisku i weszliśmy na widokową wieżę katedry. Ty chyba jedyne, co na prawdę warto zobaczyć,a raczej skąd warto obejrzeć miasto i spory kawałek wyspy.
Las Palmas, w ramach miasta, posiada też całkiem ciekawe plaże i promenadę spacerową

 Barranco de Guayadeque Po drodze skoczyć można również do wąwozu Barranco de Guayadeque, by obejrzeć wykute wieki temu domostwa w skałach. Niektóre z nich do dziś jeszcze w użyciu. Na końcu asfaltowej drogi trzeba porzucić gdzieś na poboczu auto i koniecznie przejść się na pieszo po skalnej wiosce. Ciekawe miejsce, szczególnie wieczorem, tuż przed zachodem słońca, kiedy już nie ma turystów a sklepiki są pozamykane.