Dzień 1 - popołudnie i wieczór w Chanii

Port Wenecki w ChaniiWyspy greckie to idealnie miejsce do odwiedzenia na wiosnę. Zazwyczaj świeci słonko, a czasami może już być na tyle ciepło, że da się wykąpać w morzu (jeszcze nie do końca nagrzanym, ale na pewno cieplejszym niż nasz Bałtyk!). Kreta to jedna z ciekawszych destynacji - duża, zabytkowa, z pięknymi plażami i bujną roślinnością, górami i wąwozami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i spokojnie można tu spędzić tydzień nie nudząc się. Czy warto więc wybrać się tylko na weekend? Oczywiście! Tylko wtedy należy skupić się na jednej, małej części wyspy, a zwiedzanie całości rozłożyć na przykład na kilka miłych weekendowych wyjazdów w ciągu różnych lat. To trochę takie dawkowanie sobie przyjemności, ale też korzystanie z możliwości jakie oferują nam tanie linie lotnicze z super cenami przed i po sezonie.
Celem naszego trzydniowego wyjazdu była Chania. W praktyce do wykorzystania na miejscu mieliśmy 2,5 dnia i trzy wieczory. Oto gotowy plan dla osób lubiących być w ruchu od rana do wieczora.

Starówka w ChaniiStarówka w Chanii Chania jest przepięknym, zabytkowym miastem i nie można go pominąć w swoim planie zwiedzania, nawet jak jest się nastawionym głównie na przyrodę czy plażowanie. Starówka i port to mieszanina kamiennych budowli z czasów Republiki Weneckiej oraz pozostałości islamskich. Warto poszukać zakwaterowania w centrum, by na pieszo w spokoju móc po mieście pochodzić, bez nerwowego szukania miejsca do zaparkowania (z czym może być ciężko). My mieszkaliśmy nad morzem, na zachodnim krańcu miasta, niedaleko plaży Nea Chora. Stamtąd do Portu Weneckiego spacerkiem przez centrum jest jakieś trzy kilometry, lub nieco więcej jeśli pójdzie się promenada wzdłuż plaży. Wrócić można autobusem miejskim.

Tradycyjna sałatka kreteńskaKolacja w centrum Chanii Starówka w Chanii w sezonie letnim jest zapewne bardzo zatłoczonym i głośnym miejscem, ale w maju było bardzo przyjemnie i klimatycznie. Oczywiście turyści byli, ale miejsce w knajpce wieczorem spokojnie dało się znaleźć. Warto skosztować sałatki greckiej w wykonaniu kreteńskim - tzw Cretan Salad, o wiele bogatszej w skałdniki (kaparki!) niż jej typowa grecka odmiana. Oczywiście są też zapiekane sery i krewetki. Uczta na wieczór gwarantowana!

Dzień 2 - Półwysep Akrotiri: Monastyr Agia Triada, Monastyr i Plaża Katholico, Plaża Seitan Limania

Półwysep Akrotiri To był bardzo intensywny dzień ale warto było! Półwysep Akrotiri zaczyna się praktycznie na północno - wschodnim krańcu Chanii. Tam też znajduje się lotnisko. Miejsce to jest na tyle ciekawe, że warto mu poświęcić cały dzień. To idealne miejsce na połączenie zwiedzania, trekkingu i odpoczynku na plaży. Trzeba pamiętać o wygodnych butach (najlepiej z grubą podeszwą, bo trochę chodzenia będzie), nakryciu na głowę, zapasie wody oraz prowiancie na piknik. Jak już się w þółwysep zagłębi i zacznie wędrówkę, to nie ma ani restauracji ani sklepów. Jest za to przepiękna, surowa przyroda, dużo słońca i zero cienia czy drzew.

Na targu w ChaniiNa targu w Chanii Aby mieć dobrą motywację do wczesnego rozpoczęcia dnia, od rana , jeszcze przed wyruszeniem na Akrotiri, planujemy szybki wypad na sobotni targ warzywno - owocowy w centrum Chanii (wzdłuż ulicy Minoos). O poranku, czyli około godziny 8 mej, nie ma problemu z zaparkowaniem na dużym, dzikim parkingu w okolicy portu i targu. A wizyta na greckim, lokalnym targowisku to naprawdę przyjemność! Stragany aż uginają się od pomarańczy, cytryn, mandarynek i awokado. Mamy również stoiska z kreteńskimi serami (na przykład mizithra) oraz oliwkami czy zestawami suszonych ziół, wśród których króluje oregano i majeranek (smakują zupełnie inaczej niż nasze odmiany. A do tego w małych buteleczkach sprzedawana jest oliwa z oliwek, od lokalnych producentów. Wychodzimy obładowani siatami, zaopatrzeni na bogato na kolejne dwa dni.

Monastyr Agia TriadaMonastyr Agia Triada Zwiedzanie Półwyspu Akrotiri rozpoczynamy od XVII wiecznego Monastyru Agia Triada . Monastyr o poranku uderza spokojem (jak ma się to szczęście i nie trafi się na dużą, zorganizowana wycieczkę autokarową). Jest to piękne, niewielkie miejsce, z zadbanym ogrodem i ciekawymi zakamarkami do odwiedzenia. W jedny, z bocznych klasztorynym pomieszczeń, pod krużgankami, trafić można na kryptę z dużą ilością wystawionych czaszek.
Kawałeczek za terenem klasztoru, koło parkingu, znajdują się niezidentyfikowane ruiny budynków, które też wyglądają na zabytkowe, ale nie ma przy nich żadnych opisów.
Wejście do monastyru jest darmowe, a na parkingu znaleźć można bezpłatne toalety. Warto z nich skorzystać przed dłuższą trasa trekingową.

W drodze do KatholikoW drodze do Katholiko Pieszą trasę do Monastyru Katholiko i na plażę rozpoczyna się z parkingu pod Monastyrem Gouvernetou. Dalej już dojechać się nie da i bardzo dobrze, bo na sam dół na plażę dzięki temu mało osób dociera. Aby znaleźć szlak w kierunku Katholiko, trzeba przejść drogą wzdłuż monastyru Gouvernetou, uiszczając drobna opłatę na wejściu (chyba za wkroczenie na tereny klasztorne, ale kto tam ich wie). Monastyr Gouvernetou można zwiedzać tylko w określonych godzinach w ciągu dnia. Nam się niestety to nie udało, chyba kompletnie był zamknięty na czas remontu. A ponoć w środku znajdują się piękne freski.
Idąc dalej, za furtką rozpoczyna się ten prawdziwy szlak w dół, najpierw do Monastyru Katholiko, a później, jeszcze dalej, do pięknej zatoczki nad brzegiem morza Śródziemnego. Nie ma jednej, określonej ścieżki w dół. Na początku trasa jest w miarę oczywista, ale im dalej się schodzi, tym bardziej potrzebna jest jakaś mapa, np mapy.cz, gdzie co jakiś czas warto sprawdzać, czy wciąż jest się na właściwym szlaku.

Monastyr KatholikoMonastyr Katholiko Kamienny szlak praktycznie cały czas schodzi w dół (czyli w drodze powrotnej będzie nas czekać długie podejście!), aż po niecałych dwóch kilometrach, dochodzimy do ruin klasztoru Katholiko, założonego w X wieku przez Jana Pustelnika i funkcjonującym aż do wieku XVII. Miejsce jest odległe, położone w środku niczego, na zboczu góry. Atmosfera niesamowita - cisza, spokój, kamienne ruiny i malutka, wciąż czynna kapliczka. A zaraz obok wielki, kamienny akwedukt. Ktoś napisał, że to najpiękniejsze miejsce na Krecie. My za dużo tej Krety nie widzieliśmy, ale jak najbardziej się z tym stwierdzeniem zgadzamy! Miejsce niekomercyjne i nieoczywiste.

Monastyr Katholiko i akwedukt Idąc dalej, ale nie przez wiadukt, a drogę pod wiaduktem, do której strome zejście należy znaleźć gdzieś za ruinami klasztornymi, wąskim wąwozem (kanionem) dochodzimy wreszcie do morza. Google maps twierdzi, że ta droga nie istnieje, ale jak najbardziej jest spokojnie do przejścia. Nie wiem, czy kiedykolwiek, w sezonie jesienno - zimowym w kanionie może być tyle wody, by uniemożliwić dojście do plaży. Jak my szliśmy w maju to wody nie było w ogóle.

Zatoka KatholikoZatoka Katholiko Plaża Katholiko to szumna nazwa na małą zatoczkę na końcu kanionu. Plaży właściwie nie ma, są za to skały, po który jakoś do wody trzeba zejść. A woda ma przepiękny zielono - granatowy kolor. Morze tutaj jest od razu głębokie i bardzo zimne. Idąc po skałkach można jednak znaleźć całkiem przyzwoite zejście do wody. A wykąpać się warto, bo woda krystaliczna i można spotkać fajne rybki. A do tego jakie piękne zdjęcia można zrobić!
Powrót oczywiście tą samą trasą, ale teraz cały czas wspinając się pod górkę, w pełnym słońcu.

Plaża Seitan Limani Po przejściu całej trasy jedyne na co człowiek ma ochotę to ponownie się wykąpać (chociaż może już nie w tak lodowatej wodzie!). Nie kończymy więc jeszcze eksploracji Półwyspu Akrotiri, tylko ruszamy na kolejną plaże. Znów trzeba przejechać w okolicach lotniska, ale to dlatego, że na półwyspie zbyt wielu dróg nie ma i nawet jak dwa miejsca są położone niedaleko siebie, droga idzie kompletnie na około.
W ten sposób dojeżdżamy do Seitan Limania, pięknego klifu, skąd już w dole widać małą zatoczkę, z tym razem nieco bardziej piaszczysta mini plażą. Parking położony jest na końcu klifu, a zejście do plaży to tylko kilkaset metrów, tak więc w tym miejscu sami nie będziemy. Ale warto tu przyjechać, bo znów widoki niesamowite.

Plaża Seitan LimaniPlaża Seitan LimaniZejście na plaże jest po klifie, chwilami bardzo strome i dość wąskie. Potrafi się nieźle zakorkować, jeśli trafi się na turystów walczących w klapkach lub próbujących sprowadzić małe dzieci. Trasa jest jednak bardzo krótka. Końcówka to przejście wąwozem, wśród kwitnących na różowo, ogromnych oleandrów. Plaża jest oczywiście zatłoczona, ale za to woda niezwykle błękitna, z pięknymi skałami po bokach. Idealne miejsce na krótką kąpiel, bo oczywiście woda zbyt ciepła nie jest, chociaż na pewno cieplejsza od głębin Katholiko. Dodatkowa rozrywkę stanowia lokalne kozy kri kri, pasące się na plaży i podjadające jakikolwiek pozostawiony sprzęt turystyczno -plażowy.

Tradycyjna tawerna w górachLokalna przystawka przed obiadem Wieczorem wybieramy się na kolację w górach w miejscowości Drakonia, gdzie w małej górskiej wiosce znajduje się grecka tawerna Ntounias, oparta tylko na lokalnie wytwarzanych składnikach i tradycyjnym sposobie przygotowywania potraw na Krecie. Je się oczywiście na dworze, a przygrywa nam grecka kapela. Zaczynamy od chleba z oliwą i ogromnej misy sałaty. Potem przychodzą duże kawały wolno pieczonego mięsa na półmiskach. Nie dajemy rady wszystkiego przejeść. Fajnie raz w takie miejsce pojechać, chociaż na co dzień wolimy lżejszą kuchnię.
Dodatkowa atrakcja jest przejazd powrotny do Chanii przez piękny, wysoki Wąwóz Therissos.

Dzień 3 - Laguna Balos, Plaża Elafonisi i miasteczko Rethymno

W drodze na lagune BalosW drodze na lagune BalosLaguna Balos to wizytówka Krety i obowiązkowy przystanek dla każdego turysty. Nie odstrasza szutrowa droga, nie odstrasza długie zejście na pieszo, każdy chce to miejsce zobaczyć!
Sposobem na uniknięcie tłumów i znalezienie miejsca na parkingu jest wyruszenie z Chanii po godzinie 8 mej rano (powiedzmy sporo przed 9 tą), tak by na parking dojechać koniecznie przed godziną 10tą. A jedzie się ponad godzinę z miasta.

Ostatnie kilometry dojazdu to dobrej jakości, szeroka szutrowa droga wijąca się wzdłuż klifu. Na początku trasy należy wnieść opłatę dla lokalnej społeczności (1 euro od osoby, tylko gotówka) i można powoli zasuwać szutrem, gdzie teoretycznie wjeżdża autami z wypozyczalni nie wolno. Droga nie jest trudna do pokonania, jest wystarczające miejsca na mijanki, dużych przewyższeń nie ma, ale nie ma też zabezpieczeń, a jedzie się zboczem klifu. Na trasie towarzyszą nam kozy i przepiękne widoki z góry na morze Śródziemne.

Laguna BalosLaguna Balos Z bezpłatnego parkingu do plaży schodzi się około 15 minut wygodną, bardzo widokową, szutrową ścieżką. Warto mieć dobre obuwie, bo ta samą drogą pod górkę trzeba będzie wrócić. Miejsce jest niesamowite, kolor wody niezwykle niebieski, a plaża biała, piaszczysta. Oczywiście te przepiękne kolory najlepiej są widoczne w pełnym słońcu. Woda w lagunie jest bardzo płytka więc też znacznie cieplejsza niż w innych zatoczkach. Laguna jest całkiem spora i każdy jest w stanie znaleźć dla siebie fajne miejsce do posiedzenia. Żeby popływać, należy pójść trochę dalej na zachód, na ta strone zatoki, gdzie podpływają stateczki turystyczne.

Plaża ElafonisiPlaża Elafonisi W zachodniej części Krety jest jeszcze jedna znana z jasnej wody plaża - Elafonisi. Z Balos to tylko 60 kilometrów, ale jedzie się aż dwie godziny, bo trzeba pokonać góry. To już zupełnie inna plaża, nie tak odległa i z nieco innym odcieniem niebieskości wody. Tutaj woda wydaje się wręcz biała. Ogromna plaża umiejscowiona jest nad szeroką, bardzo płytką laguną, której piaszczyste dno usiane jest pokruszonymi muszelkami. Dzięki temu odcień wody i piaszczystego brzegu mieni się na różowo. Niestety tego dnia mieliśmy lekkie zachmurzenie, więc te różowawe kolory nie było aż tak wyraźnie widoczne. Płytka laguna jest tak wielka ( i szeroka i długa), że nam nie udało się dojść do miejsca, gdzie spokojnie można by popływać. Woda zazwyczaj była po kostki, czasami po kolana, a najdalej po uda. Dzieci trochę poskakały na falach, ale bez słońca też szybko zaczęły marznąc (w końcu to wciąż majowa wiosna). Wyobrażam sobie jaki tłum rodzin z dziećmi musi na tej plaży przebywać w lecie.

Miasteczko RethymnoMiasteczko Rethymno Kolacje tego dnia zaplanowaliśmy w małym miasteczku niedaleko Chanii - Rethymno, gdzie wciaż widać ślady dawnej Republiki Weneckiej. Centrum jest małe, a knajpki dość drogi i wieczorowa porą całkiem zatłoczone. My na krewetki zatrzymaliśmy się w tavernie na obrzeżach starówki.
Największą atrakcja Rethymno okazał się potężny fort, górujący nad starym miastem. Niestety tego dnia wewnątrz fortu odbywały się jakieś lokalne koncerty i nie można było wejść na zwiedzanie, obeszliśmy więc go z zewnątrz, podziwiając surowe, wysokie mury.
Czwarty dzień o poranku to już powrót do Polski, z pozytywnym niedosytem i chęcią dalszego zwiedzania tej pięknej i bardzo różnorodnej wyspy w przyszłości.