Jak zorganizować indywidualny, budżetowy wyjazd do Namibii
Zorganizowanie wyjazdu do Namibii to wcale nie taka prosta sprawa. Najpierw trzeba znaleźć bilety lotnicze w miare przyzwoitej cenie, a do tego w czasie albo wakacji letnich albo ferii zimowych. Nasze lato to namibijska zima, a zarazem szczyt sezonu. Wszystkie ceny idą w górę, a wyprawę trzeba organizować z dużym wyprzedzeniem, nawet kilkumiesięcznym, by być w stanie zarezerwować auto oraz noclegi na terenie parków narodowych. W trakcie ferii zimowych czyli namibijskiej pory letniej, ale też deszczowej, sezon jest najniższy. Może być gorąco i deszczowo, ale noclegi znajdą się bez większych problemów, a bilety lotnicze z 13 godzinnym przelotem z Niemiec zaczynają się od około 600 EUR. Właśnie w taki termin celowaliśmy i po kilku nieudanych próbach upolowania biletów dokładnie w trakcie polskich ferii zimowych, wreszcie pod koniec 2023 roku się udało. Lecimy dawnymi tanimi liniami Eurowings, przekształconymi w Discover Airlines, pozostającymi we własności dobrze nam znanej Lufthansy.
Do kosztu wyprawy należy jeszcze doliczyć niemały koszt wizy, Obecnie jest to około 80 EUR od osoby. Na szczęście od kilku lat wizę można uzyskać na lotnisku w Windhoek i nie trzeba już wysyłać paszportów do ambasady do Berlina. Procedura wizowa na lotnisku oczywiście też swoje musi trwać. Najważniejsze jest by udać się do małego pokoiku wizowego, po lewej stronie, przed kontrolą paszportową. Trzeba wypełnić długi formularz, zapłacić i z boku, z wypełnionymi i opieczętowanymi wnioskami podejść do kolejki paszportowej. To nie koniec - najpierw dostajemy po jednej pieczątce i sprawdzane są międzynarodowe odpisy aktów urodzenia naszych dzieci (wymóg prawny w Namibii!), a potem dostajemy kolejną pieczątkę i idziemy do kolejnego okienka, gdzie już wiza jest nadawana! Godzina schodzi nie wiadomo kiedy!
Toyotą Hilux przez namibijskie szutry
Na miejscu w Windhoek czeka na nas Johan z wypożyczalni aut Safari Car Rentals. Zdecydowaliśmy się na małą, rodzinną firmę, która miała dość konkurencyjne ceny, a do tego nowe 1-2 letnie auta. Samochód udało nam się zarezerwować niecałe dwa miesiące przed przylotem, co w sezonie letnim mogłoby być niemożliwe, albo kosztować znacznie więcej. Johan co prawda zbyt wielu recenzji nie miał, ale udało mi się znaleźć podróżników z Polski, którzy brali od niego auto pół roku wcześniej, więc mieliśmy świeże i wiarygodne rekomendacje.
Auto 4x4, najczęściej Toyota Hilux, wraz z namiotem dachowym i pełnym wyposażeniem biwakowym, to podstawowe wyposażenie turystów w Namibii. Oczywiście można wynająć kierowcę, można też spać w lodge’ach, ale to już nie to samo. Właśnie po to się jedzie do Namibii by móc po pustynnych piaskach, sawannach, wszechobecnym szutrze, a nawet po parkach narodowych pojeździć samemu, czując niespotykany już tak często powiew wolności i niezależności na afrykańskiej ziemi.
5000 km w 15 dni to przygoda, ale nie dla każdego
Namibia posiada tylko niecałe 80 kilometrów autostrady, (A1) w północnych okolicach stolicy. Jest też dobrej jakości, asfaltowa ponad 1000 kilometrowa droga prowadząca z północy na południe, przez cały kraj, oznaczona jako B1. Do tego kilka mniejszych odcinków B i na tym koniec z asfaltem. Nie oznacza to jednak o wiele gorszych warunków podróżowania, chociaż na pewno są to warunki inne od tego, do czego przywykliśmy.
Namibijskie szutrówki typu C to całkiem sporej szerokości trakty, z dobrze ubitego, białego, kamiennego szutru, niemalże bez dziur. Spokojnie jedzie się po nich 80km/h, a można by często i więcej, gdyby nie to że wypożyczalnie zabraniają przekraczania tej prędkości. Drogi są puste, a przestrzenie ogromne. Ja najbardziej obawiałam się całodniowego trzęsienia, ale tak się nie działo. To co okazało się najbardziej męczące to wszechobecny, pomarańczowy kurz, na pace, ale także w środku auta (szczególnie jak lubi się jeździć bez klimy i z otwartymi oknami!). Do tego po prostu trzeba się przyzwyczaić, kupić małą szczoteczkę i codziennie sobie autko odkurzać po dojeździe na miejsce noclegu.
Trudno podróżować jest w dwa auta razem, bo podczas jazdy każdy samochód zostawia za sobą sporą smugę kurzu i jadąc jeden za drugim, druga ekipa niewiele widzi. W praktyce jeździ się więc w odległości kilku kilometrów od siebie tak, by każdy miał piękne widoki i szanse na spotkanie zwierząt. Na trasie, szczególnie na południu ruch jest bardzo mały i w ciągu całego dnia jazdy spotyka się pojedyncze auta. Kompletna pustka i przyroda.
Odległości w Namibii są ogromne, a szutrowe drogi i ograniczenia prędkości jeszcze dystans czasowy zwiększają. Na południu normą są przejazdy po 300- 400 kilometrów dziennie. Taka trasa zajmuje cały dzień, bo robi się wiele postojów na zdjęcia, na oglądanie zwierząt czy jakieś małe zwiedzanie. Dużego zwiedzania czyli chodzenia w ciągu dnia w lecie (czyli w lutym) się raczej nie robi, bo jest po prostu za gorąco. Czas więc spędza się głównie na podróży. A droga nudna nigdzie nie jest, wręcz odwrotnie. Krajobraz potrafi się zmieniać kilka razy dziennie, a kolory pustyni są niewyobrażalne. Gdy nam się wydaje, że już nas dziś nic nie zaskoczy, za zakrętem kolejna niespodzianka widokowa. Oczywiście najpierw musi być ten zakręt, bo są drogi gdzie jedzie się i jedzie i cały czas prostą nitkę widać aż po horyzont, To wszystko ma swój urok.
Zdarzało nam się jeździć drogami oznaczonymi jako D. Te były węższe ale nadal całkiem przyzwoite jak na szutr, chociaż bardziej dziurawe. Najgorszy fragment jakim jechaliśmy to droga do kempingu Mirabib. Nie była trudna, ale miała taką klasyczną tarkę, że po 20 minutach już wszyscy mieli dosyć. Po takim typie drogi nie można jechać za wolno,jak już się wyczuje najbardziej optymalną prędkość przelotową, to da się przeżyć! A nagroda jest samotny kemping pod ogromną skałą Mirabib, na środku pustyni. Osobną historią jest trasa D3700 wzdłuż rzeki Kunene. Podczas naszego dwutygodniowego wyjazdu była to tak naprawdę jedyna droga (pomijając 6 km po piachu do Souosville), gdzie bez napędu 4x4 nie dałoby rady przejechać. Więcej o niej w sekcji Wzdłuż rzeki Kunene.
Samodzielna jazda wypożyczonym autem 4x4 po Namibii to przyjemność i wielka przygoda, ale tylko dla tych, co taki rodzaj aktywności lubią. My jechaliśmy wg nawigacji Mapy.cz, wspomaganej papierową mapą Track4Africa i podążając typową trasą turystyczną nie mieliśmy żadnych problemów ze znalezieniem drogi. Jadąc bez przewodnika przez pustkowia, zawsze towarzyszy pewna doza niepewności, ale przy dwóch autach, nawet gdy jadą w odległości od siebie, człowiek czuje się raźniej.